[M] Miłość do muzyki

— Do widzenia, panie Bitters!
Hermiona posłała jeszcze szeroki uśmiech, zanim pchnęła drzwi od swojej ulubionej kawiarni.
Był przepiękny dzień, a ona właśnie wracała z uczelni, gdzie postanowiła studiować zaklęcia, klątwy i ich łamanie. Cóż tu dużo mówić — została oczarowana opowieściami Billa Weasleya na temat swojej pracy, a że mogła też zwiedzić kawałek świata… Nie mogła sobie odmówić. Został jej tylko ostatni miesiąc, by dostać dyplom i… Witaj wielki świecie!

[N/A] Kolejny niezwykle BARDZO WAŻNY POST

Więc… Kolejny rok za nami? Sama w to nie wierzę. I pomyśleć, że dwa lata temu z szalejącym sercem wstawiłam prolog! Wtedy jeszcze myślałam, że zamknę się w kilku rozdziałach, a teraz dobiegamy do trzydziestki! Minęło właśnie dwa lata, a ja piszę nadal tę samą historię i zdobyłam tylu cudownych czytelników… Nawet nie wiecie, ile razy siedziałam i zwyczajnie gapiłam się w komentarz, zastanawiając się, jakim cudem mam odpowiedzieć na tak cudowne słowa.

Rozdział dwudziesty szósty

Hermiona uśmiechnęła się nieświadomie, stawiając ostatnią kropkę w swoim eseju z zaklęć. Była całkiem z siebie zadowolona — nie zajęło jej to więcej niż godzinę, a swoją jakością nie odstawał od reszty. W sumie musiała przyznać, że właśnie zaklęcia plasowały się w tych łatwiejszych przedmiotach, do których nie musiała się szczególnie przykładać.

[D] Pewnego wieczoru

Widziałam jego wzrok pełen niepokoju. Słyszałam błagania i groźby, żebym się zatrzymała. Bo podobno świat nie zginie, gdy prześpię więcej niż te trzy godziny czy odstawię kawę na rzecz jakiegoś posiłku. Malutka cząstka we mnie chciała się poddać. Ale ta przeważająca doskonale wiedziała, że nie mogę. Zbyt wiele spraw było zbyt pilnych, bym mogła. Dlatego parłam dalej, ignorując bladą skórę, wiszące ubrania, drżenie rąk. To nie miało znaczenia, dopóki mój umysł zajmował się wszystkim, tylko nie wspomnieniami.
Czułam się skorupą bez właściciela. A jednak nie mogłam pozbyć się dławienia w gardle, gdy zatrzymywałam się chociażby na tę jedną jedyną sekundę.

Rozdział dwudziesty piąty

Słońce znikało za linią drzew Zakazanego Lasu, mimo to dało się czuć całkiem ciepłe podmuchy wiatru jak na raczkującą wiosnę. Harry uśmiechnął się kącikiem ust, zamykając schowek ze sprzętem do quidditcha. To był dobry trening, zwłaszcza kiedy Katie Bell wróciła do drużyny. A fakt, że zastąpiła Deana, sprawiał, że humor zdecydowanie się go trzymał. Nie, że coś miał do swojego współlokatora. Jedynym problemem był jego wybór dziewczyny.

Rozdział dwudziesty czwarty

Draco przesunął opuszkami po tomach dumnie stojących na wiekowych regałach. Wszędobylski kurz drażnił go w nos, a koszula od mundurka nieprzyjemnie drapała go w szyję. Ale to nie było ważne. Przyszedł tu w konkretnym celu i nic nie mogło go powstrzymać.

Rozdział dwudziesty trzeci


Granger, w co Ty grasz?
To znaczy?
Tu nie ma żadnych ukrytych pergaminów.
Daj mi chwilę, zaraz tam będę.