Rozdział dwudziesty szósty

Hermiona uśmiechnęła się nieświadomie, stawiając ostatnią kropkę w swoim eseju z zaklęć. Była całkiem z siebie zadowolona — nie zajęło jej to więcej niż godzinę, a swoją jakością nie odstawał od reszty. W sumie musiała przyznać, że właśnie zaklęcia plasowały się w tych łatwiejszych przedmiotach, do których nie musiała się szczególnie przykładać.
Coś kliknęło w jej głowie. Może to właśnie w tym kierunku powinna skierować swoją przyszłość? Zaklęcia to bardzo rozbudowana gałąź, znajdująca zastosowanie w wielu branżach. Hermiona przypomniała sobie rozmowę z profesor McGonagall o wyboru kariery. Wtedy myślała raczej nad pracą w Ministerstwie, ale… Teraz nie była taka pewna. Zwłaszcza kiedy wojna czyhała za rogiem i raczej nie zamierzała szybko się skończyć. A stanowisko w chwiejnym i skorumpowanym Ministerstwie naprawdę jej nie leżało.
Wiedziała, że chłopcy zamierzali zdawać na Aurorów, ale ona jakoś siebie w tym nie widziała. Już teraz miała dość walki, mimo że nawet dobrze się nie zaczęła.
„Może w ogóle nie będę mogła znaleźć pracy, bo komuś nie spodoba się mój status krwi” — pomyślała gorzko.
Hermiona potarła ramiona, jakby ciepło miało odegnać złe myśli. Rozejrzała się po dormitorium i zastanowiła się bezwiednie, czy zatęskni kiedyś za porozrzucanymi magazynami Parvati o modzie i urodzie albo za dość niezwykłą kolekcją zdjęć Lavender z różnych zakątków świata.
Ale zanim zdążyła dojść do jakiegokolwiek wniosku, jej wzrok padł na niewinnie leżący dziennik na szafce nocnej obok jej łóżka.
„Jestem idiotką” — jęknęła w myślach.
I nie mogła nie zauważyć, że owa myśl ostatnio pojawiała się dosyć często. Za bardzo ufała ludziom. I jeżeli Malfoy…
— Nie bądźmy irracjonalni, przecież to nie tak, że planuje nas wszystkich zabić — wymamrotała, kiedy sięgnęła po dziennik.
Przesunęła opuszkami po czarnej okładce z pewnym rozrzewnieniem. Naprawdę była z nich dumna. A że wiedziała o nich jeszcze jedna osoba, która notabene rozumiała trudność powiązaną z manipulacją zaklęciami i szczerze się tym fascynowała, to nic wielkiego, prawda? Chociaż nie ukrywała, że jakby miała wybierać tę osobę, na pewno nie wybrałaby sobie kogoś, kto wyzywał ją i uważał za podgatunek czarodzieja. Ale Hermiona jednocześnie wiedziała, że Malfoy bardziej udawał, niż w to wierzył. Gdyby było inaczej, to z pewnością nie spędziłby z nią tyle czasu. Już nie mówiąc, że to ona zastopowała ich schadzki! Hermiona zdecydowanie nie lubiła tego przyznać nawet przed samą sobą, ale to głównie Harry nad tym przeważył — oczywiście, był nadto paranoiczny z tym oskarżaniem o śmierciożerstwo, ale mimowolnie zaraził Hermionę ostrożnością.
Gryfonka zdecydowanie nie lubiła być nierozsądna i pokazywać, że miała wiedzę, ale nie umiała jej wykorzystać, że nie była inteligentna sama w sobie i wyróżniała się tylko dobrą pamięcią. A rozpatrując wszystkie za i przeciw, zawiązywanie tak łatwo porozumień z kimś, kto przez tyle lat uważał tego kogoś za wroga i z wzajemnością…
A może to wszystko znowu ona przeinterpretowywała? Może oboje naprawdę dorośli i byli w stanie przełożyć swoją niechęć — jakkolwiek eufemistycznie powiedziane — nad naukę? I to w dodatku najpiękniejszą, bo pełną niewiadomych i nieścisłości. I — jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi — możliwe, że tak trochę, ale tylko troszeczkę, polubiła obecność tego chłopaka. Może była w tym momencie głupia. Ale nie potrafiła zrezygnować z całkiem inteligentnej rozmowy tylko dlatego, że Malfoy gdzieś znikał.
Hermiona, jakby chciała przytaknąć swoim myślom, otworzyła dziennik, by akurat zauważyć pojawiające się litery. Sięgnęła po pióro, próbując naprawdę nie zwrócić uwagi na dziwne ciepło gdzieś tam w środku.
Tak?
Malfoy był bardziej niż zdziwiony, kiedy odpowiedź pojawiła się tak szybko. Ale nie próbował skupiać się na triumfie, że dziewczyna widocznie obserwowała dziennik o wiele pilniej, niż by się przyznawała. To nie było takie ważne, zwłaszcza że było mu to jak najbardziej na rękę.
W jaki sposób eksperymentowałaś z zaklęciami na dzienniku?
Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Czyżby chciał sam coś spróbować? W sumie to to mogło być to tajemnicze coś, przez które znikał na siódmym piętrze. Jednocześnie próbowała nie myśleć, że do tego raczej nie potrzebował dwóch strażników. A może był po prostu paranoiczny, może nawet bardziej niż Harry?
Głównie na zasadzie prób i błędów.
Draco przewrócił oczyma. Tak, z pewnością dużo mu to podpowiadało.
Czyli co? Rzucałaś ot tak przypadkowe zaklęcia?
Oczy Hermiony rozszerzyły się ze strachu na taką myśl. Rzuciła się, by szybko odpowiedzieć, jakby wierzyła, że tylko sekundy dzieliły Malfoya od zrobienia tego.
Nie! Nawet tak nie próbuj, bo byłbyś w stanie wysadzić połowę zamku.
Hermiona odetchnęła głęboko, zanim kontynuowała, chociaż to nadal nie przegnało jej całego niepokoju.
Najpierw spisałam problem, czyli co chcę osiągnąć. Później zastanowiłam się, jakich zaklęć wyszukać. Ale nie poprzestałam na jednym źródle, starałam się dowiedzieć o nich wszystkiego, żeby być przygotowanym na jak największą liczbę możliwości. Dopiero wtedy zaczęłam szukać sekwencje. Czy ta wiedza jest potrzebna Ci do czegoś konkretnego?
Draco zastanowił się, ile mógł jej powiedzieć. Zdecydowanie nie zamierzał nic wspominać o szafce i co dokładnie chciał zrobić. Chociaż nie zdziwiłby się, gdyby sama do tego doszła — w końcu tłumaczyła tamtą książkę i raczej zauważyła, na czym najbardziej mu zależało — ale gdyby poprowadził to rozsądnie…
Możliwe, że chciałbym czegoś spróbować.
Hermiona parsknęła. No naprawdę, jakby to cokolwiek mówiło. Tego akurat sama się domyśliła.
Za wiele to nie mówi, ale… Po prostu najpierw rozpatrz całą teorię, dopiero później eksperymentuj. Jest parę książek, które mogłyby Ci pomóc. Szczególnie jedna, która tłumaczy, jak bezpiecznie splatać ze sobą zaklęcia i w ogóle najważniejsze reguły z tym związane. Muszę tylko ostrzec, że jest napisana trochę zawiłym językiem.
Draco poczuł, jak jego usta wyginały się w lekkim uśmiechu. Czyżby to było to? Jego droga do znalezienia rozwiązania?
A czy Dzięki, Granger.
Hermiona niemal warknęła, gdy skreślił początek prawdopodobnie pytania.
Malfoy, kończ, jak już zacząłeś. Jeśli będę znała szczegóły, to może jakoś bardziej pomogę.
Zastanawiałaś, żeby spróbować coś z tymi badaniami o eliksirach i runach?
Obawiam się, że nie do końca rozumiem.
Żeby poeksperymentować, może nawet stworzyć coś, zmienić właściwości czy naprawić.
Ręka zadrżała minimalnie przy ostatnim słowie, ale Draco miał nadzieję, że nie było to zbytnio widoczne. Zastanowił się, czy to naprawdę miało sens. I czy naprawdę powinien wciągać w to tę dziewczynę? Jasne, może dzięki temu wkupi się w łaski Czarnego Pana, ale… Gdyby kiedykolwiek się dowiedziała, do czego użył tej wiedzy, nie tylko straciłby z nią całkowicie kontakt, ale prawdopodobnie wzbudziłby w niej poczucie winy i współodpowiedzialności. A tego zdecydowanie nie chciał.
A Hermiona poczuła ten cudowny dreszczyk, który pojawiał się zawsze, gdy stawiano ją przed nowym wyzwaniem.
Szczerze mówiąc, to nie przyszło mi do głowy. Jednak teraz jestem zaintrygowana. Od czego chciałbyś zacząć?
Draco zerknął na popsutą pozytywkę, chcąc utwierdzić się w przekonaniu, że to jedyne rozwiązanie. Dlaczego więc zamiast zadowolenia, że w końcu ruszył z miejsca, czuł się, jakby popełniał właśnie najgorszy błąd swojego życia?
Może najpierw od manipulacji właściwości jakiegoś magicznego przedmiotu?
Hermiona roześmiała się lekko. I ona chciała z tego zrezygnować? Nie wybaczyłaby sobie później, gdyby nie brała w tym udziału.
Wiesz co, Malfoy? Z chęcią Ci w tym pomogę.
Draco uniósł brwi w zdziwieniu. Ale w sumie czego miał się spodziewać, że niby Granger dałaby się tak łatwo odstawić w kąt?
Tylko pamiętasz, że mieliśmy się już nie spotykać? To były Twoje słowa.
— Były — wyszeptała, a entuzjazm ulotnił się z niej w jednej chwili.
„Co ja najlepszego wyprawiam?!” — jęknęła na siebie w myślach.
Miała przecież być ostrożniejsza, rozsądniejsza i zdecydowanie nie miała się pchać w kolejny projekt naukowy z nikim innym jak Malfoyem! W końcu trwała wojna, a ona zamiast zajmować się, by oni wszyscy przeżyli… Mogła wykorzystać swój czas na poszukiwania zaklęć, roślin, eliksirów i wszystkiego, co mogłoby się przydać — w końcu nie powinna polegać na dorosłych, że ci zawsze się nimi zajmą. Zwłaszcza że nie raz udowodnili, że nie będą zawsze w stanie im pomóc.
Ale czy też nie robiła się irracjonalna? Przecież mieli jeszcze półtora roku, zanim skończą Hogwart, już nie mówiąc, że to był tylko projekt naukowy — kto wie, może prace przy nim otworzą jej drzwi wszędzie, gdziekolwiek by nie poszła? Wojna się kiedyś skończy, a kiedy wygrają, będą musieli zacząć na powrót normalnie żyć, a ta cała sprawa mogłaby dodać jej parę punktów w aplikowaniu na uczelnię czy stanowisko.
Kiedy wygrają — Hermiona nie rozpatrywała innej możliwości. Nie chciała myśleć, co by się stało, gdyby przegrali.  
Granger?
Draco przeklął w duchu, kiedy mijały minuty, a ona nie odpowiadała — oczywiście, jak w końcu odnalazł ten zalążek nadziei, to Gryfonka stchórzyła.
Zdecydował, że nigdy się nie przyzna do okrzyku radości, kiedy pojawiły się kolejne słowa. Ostatecznie nadal miał gdzieś tam okruchy swojej dumy.
I nadal tak twierdzę, ale przecież mogę Cię tylko, że to tak nazwę, nadzorować przez dziennik. Musiałbyś tylko sporządzać notatki na bieżąco i zostawiać je w… obserwatorium?
Łatwiej już byłoby się spotkać, zwłaszcza że będę marnował czas na spisywanie wszystkiego.
Nie będziesz marnował, bo i tak szybko się zorientujesz, że notatki są Ci bardzo-bardzo potrzebne. A spojrzenie kogoś z boku ułatwia wyłapywanie ewentualnych błędów czy nieścisłości.
Draco zmarszczył brwi zirytowany, że znowu dziewczyna wydaje się mieć rację.
Jak wolisz, Granger. Jeszcze tylko spytam, ile czasu zakładasz, że to zajmie?
Mi dzienniki zajęły około tygodnia, ale trzeba wziąć pod uwagę też fakt, że dzieliłam czas na naukę, spotkania z przyjaciółmi, sprawy prefektów, obserwatorium i czas wolny.
— Ja chcę konkrety, Granger — wymruczał, szybko skrobiąc pytanie.
Więc ile godzin dziennie?
Hermiona wypuściła ciężko powietrze. Ile dziennie? Nie wiedziała. Nigdy nie była tak restrykcyjna, by pilnować każdej minuty, co było trochę absurdalne, patrząc na ilość rzeczy, na które musiała rozłożyć cały swój czas. W sumie nigdy nie lubiła aż tak rozplanowywać — mimo wszystko nie mogła przewidzieć, czy coś nie przyniesie jej trudności, więc i czy nie zajmie tej dodatkowej godziny. A już szczególnie nie zwracała uwagi na płynący czas, gdy już zajęła się swoimi priorytetami i został jej czas wolny. To właśnie wtedy poświęcała się pobocznym projektom, czyli między innymi dziennikami.
Powiem tak, najgorsza i najdłuższa część to szukanie. Później idzie praktycznie z górki, bo kawałki układanki już masz, tylko trzeba je dopasować.
Draco zastanowił się nad tymi słowami. Postanowił teraz wszystko dokładnie przemyśleć, żeby nie zmarnować tych trochę ponad dwóch miesięcy do końca roku szkolnego.
Najpierw musiał zrozumieć, jak działał cały ten mechanizm łączenia eliksirów i run. Czy byłby w stanie to zrobić? Nie miał najmniejszego pojęcia. Ale pomoc Granger zdecydowanie szanse podwyższała, nie mógł temu zaprzeczyć.
Dzięki, Granger.
Draco przyłapał się na uśmiechaniu jak głupi. Pewna myśl w niego uderzyła — może oszalał? To by tłumaczyło wszystko, co teraz wyrabiał. Ale dopóki nikt o tym nie wiedział, nic mu nie zagrażało. Co prawda był jeszcze Snape, ale dotąd nic nie zdradził, prawda? Draco chciał wierzyć, że wszystko miał pod kontrolą, bo nie widział innej szansy, by poradzić sobie z szafką zniknięć. I chciał nadal myśleć, że to był jedyny powód utrzymywania kontaktu z tą mugolaczką.
Nie dziękuj, jeszcze nic nie zrobiłam.
Hermiona powiodła wzrokiem po całej ich zapisanej rozmowie.
— Skąd ten uśmiech?
Drgnęła gwałtownie, kiedy usłyszała obok siebie głos Parvati. Zaraz odchrząknęła nerwowo.
— Nic takiego, coś sobie przypomniałam — odpowiedziała, kątem oka widząc znikający atrament.
Ale „Do następnego, Granger” dudniło w jej głowie przez dłuższy czas.

*****

Witam! W końcu przybywam z rozdziałem — uwierzcie, sama jestem zaskoczona, jak długo mi to zajęło. Ale no nic, już nie ma co gderać. Piszcie, co o tym sądzicie! Bo nie ukrywam, za każdym razem serduszko mi bije jak szalone, bo nigdy nie jestem pewna, czy następny rozdział Wam się spodoba. W każdym razie komentujcie, a ja postaram się za niedługo pojawić z następnym rozdziałem.
Ach, i jakby ktoś nie widział, a był ciekawy, to wstawiłam ostatnio serię trzech drabble (link).

Komentarze

  1. Za każdym razem po pierwszym akapicie przypominam sobie za co tak uwielbiam to opowiadanie :) bardzo przyjemny rozdział. Podobał mi się "dialog" Hermiony i Draco... świetne opisy ich przemyśleń dotyczących prowadzonej korespondencji. Jestem zachwycona i czekam na kolejny :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww - dziękuję! ❤ Mam nadzieję, że następne rozdziały też zostaną tak ciepło przyjęte (a trochę się podzieje - że tak powiem, zacznie się jazda bez trzymanki). :D

      Usuń
  2. Droga Cassie,
    bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie. Wszystko jest tak płynne i przyjemne w czytaniu. Nie jestem pewna, czy kiedyś nie zaczynałam czytać Twojego bloga, więc wracam do pierwszego rozdziału. Uwielbiam, kiedy Malfoy wyraża się w dojrzały sposób i zastanawia nad swoimi uczuciami. Do tego pomysł z korespondencją - bosko! Lubię takie gadżety, świat magii i czarodziejstwa daje ogromne pole do manewru. Widzę, że rozdział dodałaś kilka dni temu, tak więc czekam na nowy i wracam do początku,
    dużo weny! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko Malfoy to złożona postać (chociaż nie lubię skurczybyka) i lubię nadawać mu, że tak to ujmę, głębi. Można wtedy stworzyć całkiem ładną (i znośną) jego kreację i miło mi czytać, że to mi się udaje. :D Bo właśnie zależy mi, żeby te postaci były jednak na tej granicy dorośnięcia, z tym całym zagubieniem wokół.
      I daje, oj daje pole do popisu - czasami można wymyślać cuda i nadal będzie całkiem wyglądało koło kanonu. :D

      Dziękuję! ❤

      Usuń

Prześlij komentarz

JEŻELI KOMENTUJESZ, TO WIEDZ, ŻE JESTEM Z CIEBIE DUMNA! :)